[OFFTOPIC] Pomoc dla potrąconej kotki, która walczy o życie!

Wybaczcie, że zamieszczam tu informacje całkowicie nie związane z tematyką bloga, ale wiem, że Internet i media społecznościowe mają wielką moc. Zarówno ja, jak 
i moja siostra jesteśmy wielkimi miłośniczkami zwierząt i od zawsze staramy się im pomagać, udzielając się w różnych akcjach, ale także na co dzień. Jednak żadna z nas chyba nie podejrzewała, w jakiej sytuacji możemy się znaleźć. 
Pozwólcie, że opowiem Wam naszą historię...


W nocy z 19 na 20 lutego wracałyśmy z Renią z Wilkszyna do Wrocławia. Na wjeździe do miasta, przy ul. Wilkszyńskiej, na środku drogi spostrzegłyśmy małe zwierzątko. Renia zwolniła, myślałyśmy, że zwierzę zatrzymało się, bo wystraszyło się świateł samochodu. Ale maleństwo ani drgnęło... Wtedy zdałyśmy sobie sprawę, że to potrącony kotek, rozpaczliwie wołający o pomoc, niemogący się zczołgać z drogi... Bez chwili namysłu zatrzymałyśmy się, zabrałyśmy kicię z bezwładnymi tylnymi nóżkami do samochodu, zawinęłyśmy w kocyk i zaczęłyśmy szukać pomocy. Pod numerem 112 Pan próbował pomóc, jak tylko mógł, ale podane przez niego numery nie odpowiadały, więc przełączył nas na policję. Rozmowy z policjantem nawet nie skomentuję, bo nic nie wniosła. Postanowiłyśmy więc jechać z kicią do całodobowej lecznicy, w międzyczasie zadzwoniłyśmy do Magdy, zgarnęłyśmy ją po drodze 
i udałyśmy się do kliniki na Krzywoustego. 


U weterynarza okazało się, że poszkodowana to młoda kotka, w wieku może około 2 lat. Kochana kicia, mimo bólu przytulająca się i reagująca na pieszczoty. Zero agresji, zębów, pazurów. Stąd wnioskujemy, że jest prawdopodobnie domowym kotkiem, nie dzikuskiem bez właściciela, którego zresztą szukamy. W klinice dowiedziałyśmy się, że kotka jest bardzo wyziębiona – po 25 km jazdy ciepłym samochodem, zawinięta 
w kocyku jej temperatura była tak niska, że nie można było jej zmierzyć. Gdybyśmy nie zgarnęły kici, to z pewnością zamarzłaby, bo na pomoc musiała czekać bardzo długo. Weterynarz oznajmiła nam jednak, że jest dla kici szansa, odetchnęłyśmy więc z ulgą. Zwłaszcza że w pewnym momencie myślałam, że mała umiera, bo początkowo walące jak oszalałe serce zaczęło stopniowo zwalniać. A ona po prostu z ulgą zasnęła na moich kolanach... Nigdy nie zapomnę, jak zestresowany i zrozpaczony kociak wtulił się i uspokoił się, gdy poczuł, że ktoś przyszedł z pomocą. W tej chwili wiadomo, że koteczka ma strzaskaną miednicę, połamane biodro i przepuklinę, 
a także kiepskie wyniki. Stan ciężki, ale stabilny. Kicia dzielnie walczy!


Niestety leczenie kosztuje i to niemało, a my nie dysponujemy tak wysoką kwotą – na leczenie, badania, pobyt w klinice i operacje (może nawet niejedną) potrzeba minimum 3 tysiące złotych. Jeśli nie odnajdzie się właściciel, to konieczne będą środki na utrzymanie kici, zanim znajdziemy jej stały dom.


Jak można pomóc w zbieraniu funduszy na ratowanie kotki?

Można wziąć udział w organizowanym przeze mnie "BAZARKU" (tutaj). Znajdziecie tam kosmetyki, ubrania, dodatki, akcesoria i książki.

Można też dokonać wpłaty bez udziału w bazarku, szczegóły tutaj. Numer konta wysyła organizatorka wydarzenia, niestety jeszcze żadna fundacja nie udostępniła nam swojego konta, a musimy szybko działać.

Z góry dziękuję za pomoc w imieniu swoim i Kici!!!

Share this:

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. Jak dobrze, że ją znalazłaś zanim byłoby za późno! Mocno trzymam za nią kciuki, cieszę się, że są ludzie, którym los kotów nie jest obojętny, a temu kto potrącił kicię życzę tego co ją spotkało, najchętniej sama bym go połamała i zostawiła na zadupiu, żeby nikt go nie znalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że na nas trafiła... A miałyśmy wracać kolejnego dnia, przypadek sprawił, że postanowiłyśmy jechać dzień wcześniej. Dziękujemy za kciuki, wszystko wskazuje, że kicia ma spore szanse! :)

      Usuń
  2. O jej...Biedna kicia....:|
    Dobrze, że trafiła na Was...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że trafiła na Was! Niewielu osobom "chce się" zawracać sobie głowę i robić "problem". Ogłoszę na FB i gdzie się da akcję i sama także postaram się wspomóc jak tylko będę mogła. Trzymam kciuki, że wszystko się dobrze skończy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Fundacja z wpłat prywatnych ma już najprawdopodobniej fundusze na leczenie Kici, ja organizuję bazarek - jeśli będzie coś trzeba dla naszej Kotki, to będę z niego finansować, a jeśli będzie nadwyżka, to poratujemy inne biedaczki! :)

      Usuń

Zostaw swoje myśli, to dla mnie duża motywacja! Czytam wszystkie komentarze i odwiedzam moich czytelników, ale proszę, nie spamuj :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...