Jak naprawić pokruszony kosmetyk? Kilka praktycznych wskazówek / How to fix a broken cosmetic? A few useful tips

Dzisiaj post nieco nietypowy, bo nie będzie to recenzja. Moją opinię o dzisiejszym bohaterze przedstawię Wam innym razem. W jednej z paczek Programu Nowości Rossmanna (możecie o tym przeczytać tu) dotarł do mnie całkowicie rozkruszony rozświetlacz Wibo Royal Shimmer. Opisałam sytuację w mailu i do testów otrzymałam nowy produkt, a zepsuty chciałam po prostu wyrzucić. Pomyślałam jednak, że może spróbuję go reanimować, a przy okazji trochę się pobawię ;) Zrobiłam mały rekonesans w Internecie, zebrałam potrzebny sprzęt i przystąpiłam do dzieła. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak to zrobiłam i czy mi się udało, to zapraszam dalej! :)


Today’s post will be a bit unusual, as this won’t be a review. I’ll present my opinion on our hero in the future. In one of my recent Rossmann Testing Programme’s packages (you can read about it here) I received a broken highlighter Wibo Royal Shimmer. I described the whole situation in an e-mail and Rossmann sent me a new product. I just wanted to throw the crushed one away, but I changed my mind. I thought I would try to fix it somehow and maybe have a bit fun, too :) I did some research in the Internet, gather all the necessary tools and started off. If you want to know if I succeeded and how I did this, keep reading! :)



Czego potrzebowałam? Spirytus rektyfikowany (ostatecznie może być salicylowy), worek foliowy, metalową szpatułkę, pipetę, chusteczki oraz jakiś przedmiot zbliżony kształtem do opakowania kosmetyku. Oczywiście możecie zamienić szpatułkę i pipetę na łyżeczkę, ale ja akurat miałam takie narzędzia pod ręką ;)

What did I need? Rectified spirit, a plastic bag, a metal spatula, a dropper, tissues and something in the shape of the product’s pan. Of course, you can use a spoon instead of spatula and dropper, but I had these tools at hand, as my sister is a biotechnologist and she brought them from work ;)


Jakie czynności wykonałam? Najpierw włożyłam otwarte pudełeczko do worka i metalową szpatułką rozgniotłam dokładnie rozświetlacz tak, aby tworzył jednolity pyłek. Można to zrobić bez worka, ale tak jest łatwiej, a poza tym nie ubrudzimy wszystkiego dookoła. Następnie dolewałam powoli spirytus, tak że pyłek utworzył gładką, plastyczną masę. Należy uważać, żeby nie przesadzić z ilością alkoholu, najlepiej wlać jak najmniej. Myślę, że łatwo wyczuć ten moment. Na koniec uformowałam rozświetlacz poprzez dociskanie prostokątnym pudełkiem przez chusteczkę. Kosmetyk się w ten sposób sprasował, a nadmiar alkoholu wsiąkł w chusteczki. Trzeba odcisnąć jak najmocniej się da, a reszcie spirytusu dać wyparować. Ja po prostu zostawiłam opakowanie otwarte na jakiś czas, aby wyschło. Po jakimś czasie kosmetyk był zdatny do użytku.

What did I do? First, I put the opened packaging into a bag and I crushed the rest of the highlighter using the spatula until it turned into dust. You can do it without the bag, actually, but it helps you and prevents everything from getting dirty. Then, I used the dropper and slowly poured the alcohol in small amounts into the product. This way the dust became a kind of plastic mass. It’s important not to put too much spirit, you just need to be careful. Finally, I formed the highlighter in the pan by pressing it with a tissue and a square box. Thus, the product got pressed and the excessive alcohol was absorbed by the tissues. After that, I left the packaging opened in order to let the rest of the spirit evaporate. The cosmetic was soon ready to be used.


Czy produkt zachował swoje właściwości? To trudna kwestia. Miałam okazję porównać uratowany rozświetlacz z nowym i muszę przyznać, że ten po reanimacji jest inny. Przede wszystkim na wierzchu utworzyła się śliska warstewka, którą należało zdrapać, żeby móc w ogóle nabrać kosmetyk na pędzel. Rozświetlacz ten wydaje się też mocniej sprasowany, twardszy i oporniejszy w aplikacji, niemniej nałożenie go na twarz za pomocą pędzla wciąż jest możliwe i nawet nie takie trudne. Moim zdaniem, wygląda ładnie, choć nie umożliwia zbudowania takiej intensywności jak nowy. Zauważyłam też, że zapach spirytusu dość długo unosił się wokół kosmetyku, mimo że ten był już zupełnie suchy w dotyku. Rozświetlacz nakładamy w małych ilościach, więc ja żadnego przesuszenia od alkoholu nie zanotowałam, ale nie mogę wykluczyć, że mogłoby się to zdarzyć w przypadku pudru lub różu.

Did the product change its properties? That’s a hard question. I had the chance to compare the fixed highlighter to the new one and I must admit they’re different. First of all, a kind of slick layer appeared on the top and it had to be removed, so that the product could be applied with a brush. It also seems more pressed, harder and more difficult to apply, however, it is possible to wear it, that's not a problem. I think it looks nice, even though it can’t be as intensive as the good one. I have also noticed that the scent of alcohol was still present, even when the product was dry. We apply the highlighter in small amounts, so it didn’t do any harm to my skin and didn’t dry it, but I’m not sure how it would be with a powder or blush.


Myślę, że wiele z Was zna ten sposób i korzysta z niego, ale może jednak komuś post ten pomoże uratować jakiś pokruszony cień, puder albo róż. Metoda ta bowiem nadaje się do wszystkich produktów prasowanych. Ja jestem zadowolona z efektu, a przy okazji miło spędziłam czas. Szkoda było mi wyrzucić ten rozświetlacz do śmieci. Moja siostra go sobie przygarnęła i z powodzeniem z niego korzysta, mimo że trochę zmienił swoje właściwości. Myślę, że warto było się trochę pomęczyć.

I am sure many of you know this trick and use it, but I believe it’ll help some of you to fix a broken eyeshadow, powder or blusher, since the method works for all pressed cosmetics. I am satisfied with the result. It was also fun to do it :) And the highlighter didn’t get wasted. My sister took it and as far as I know she uses it without any problems. Well, I think it was worth a bit of effort.


Znacie ten sposób? Sprawdza się u Was? A może macie inne metody, które się dobrze sprawdzają? Bardzo jestem ciekawa Waszych doświadczeń :)

Do you know this trick? Does it work for you? Or maybe you have other effective methods of fixing broken cosmetics? I would love to know your opinions :)

Share this:

, , , , ,

CONVERSATION

42 komentarze:

  1. znam sposób i próbowałam tak uratować kiedyś puder i róż, ale nic mi z tego nie wyszło :( ostatecznie oba produkty wylądowały w koszu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szkoda :( Mój rozświetlacz da się używać, chociaż, tak jak wspomniałam, nie jest to już ten sam produkt ;)

      Usuń
  2. Nigdy nie miałam takiej sytuacji, ale fajnie, że można uratować kosmetyk w tak prosty sposób! Zapamiętane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy zawsze ten sposób się sprawdzi, ale u mnie dał radę :)

      Usuń
  3. Tak już od dawna znam ten sposób naprawilam nim juz wiele cieni i pudrów :)
    MÓJ BLOG ZAPRASZAM-KLIKNIJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to dość popularna metoda, ale wiem, że nie każdy ją sobie chwali ;)

      Usuń
  4. Sprytne. Skorzystam z tego sposobu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładnie Ci się udało naprawić :) tylko z tym spirytusem salicylowym bym się nie zgodziła, bo o ile sam spirytus ładnie wyparuje, to salicylany już nie, a po co sobie je aplikować na większą część twarzy :) mi się kiedyś udało tak naprawić cień. Z jednej strony to nie to samo, a z drugiej lepsze coś niż nic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym salicylowego nie użyła, a już na pewno nie do naprawy cieni czy pudru, ale sama metoda powinna zadziałać. Masz rację, to nie to samo, ale jednak lepsze to niż wyrzucić kosmetyk do kosza ;)

      Usuń
  6. Kiedyś próbowałam uratować tak puder - potem żałowałam, że nie zrobiłam z niego pudru sypkiego,bo po reanimacji był do kitu i wylądował w koszu :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puder też bym chyba wolała po prostu rozkruszyć i zrobić sypki. Zresztą, cienie, rozświetlacze i róże też można tak zostawić, ale ja byłam ciekawa, jak wypadnie to naprawianie :D

      Usuń
  7. znam ten sposób, ale znając moją pierdołowatość nic by z tego nie wyszło, dlatego używam pokruszone ;DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też się da :) Czasem jest tylko mniej wygodnie :)

      Usuń
  8. Kiedyś raz próbowałam coś naprawiać w ten sposób ale miałam podobne odczucia jak ty. Czułam różnicę bo był to produkt którego używałam już jakiś czas i w rezultacie go wyrzuciłam. Szkoda że próbowałaś w ten sposób reanimować rozświetlacz, ja bym go przesypała do pojemniczka z dziurkami i porządnie rozkruszyła żeby aplikować jako produkt sypki ;) Myślę że byłabyś bardziej zadowolona niż ratując go w ten sposób :) Na pewno aplikacja byłaby łatwiejsza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, spokojnie można było go rozkruszyć do końca i używać jako sypkiego, ale z czystej ciekawości, czy takie naprawianie przyniesie porządany efekt, postanowiłam go poświęcić ;) Aplikacja jest niewiele trudniejsza, ale na pewno 'czystsza' ;) Nie przepadam za sypkimi produktami, zwłaszcza zawierającymi świecące drobiny ;)

      Usuń
  9. Sposób znam ale nie miałam okazji go jeszcze wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem zastanowię się, czy nie wolę zostawić sypki, ale ciekawie było sprawdzić tę metodę ;)

      Usuń
  10. Troche by mi sie nie chcialo tak bawic, no chyba, ze produkt bylby drogi ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było przy tym specjalnie dużo roboty, jakieś 5 minut to zajęło :) Ale rozumiem, że może się nie chcieć, ja też nie wiem, czy jeszcze kiedyś tak zrobię. Przynajmniej zaspokoiłam moją ciekawość :)

      Usuń
  11. Na szczęście nie zdarzyła mi się taka sytuacja, ale nie wiem czy miałabym do tego "rękę" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oby Ci się nie zdarzyła taka potrzeba ;)

      Usuń
  12. ja kiedyś naprawiłam tą metodą puder z Maca, ale niestety puder po wszystkim już stracił swoje właściwości za które go lubiłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chyba największy minus tej metody :(

      Usuń
  13. kilka razy ratowałam tak kosmetyki, ale faktycznie po tego typu reanimacji są twardsze...

    OdpowiedzUsuń
  14. Słyszałam o tej metodzie i muszę ją w końcu wypróbować - na uratowanie czeka cień i również rozświetlacz z Wibo :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Trzeba tylko pamiętać, że mogą zmienić się właściwości ;)

      Usuń
  15. już kilka razy rozwalił mi się tak róż i nic z nim nie zrobiłam.. wtedy nie wiedziałam, że da się go uratować :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie róż można by było rozkruszyć i używać w formie sypkiej ;) Co prawda, nie do końca to wygodne, ale cóż ;)

      Usuń
  16. Naprawiałam tak kilka razy róże i bardzo sobie chwalę ten sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że zdania są podzielone ;) A ja mam mieszane uczucia ;)

      Usuń
  17. Słyszałam o tej metodzie, ale jeszcze nie wprowadziłam w życie.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować i się przekonać, czy nam odpowiada :)

      Usuń
  18. Słyszałam o tej metodzie, ale nigdy nie próbowałam. Wiem, że dziewczyny "prasowały" sobie sypkie cienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, taka wersja też jest popularna :)

      Usuń
  19. Chłopak naprawił mi w ten sposób Inglota puder do konturowania, ale potem znowu go zwaliłam i klops :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :) Takie było jego przeznaczenie :D

      Usuń
  20. Zastanawiam się co kurier wyprawiał z Twoją paczką?
    Nie reanimowałabym kosmetyku w ten sposób, ale nie zmienia to faktu, że poradziłaś sobie z problemem perfekcyjnie.
    Pozdrawiam serdecznie
    li_lia
    http://swiatwedluglilii.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W paczce były też ciężkie butelki i to pewnie one uszkodziły rozświetlacz :(

      Usuń

Zostaw swoje myśli, to dla mnie duża motywacja! Czytam wszystkie komentarze i odwiedzam moich czytelników, ale proszę, nie spamuj :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...