Dlaczego nie polubiłam masek w płacie? + mój ranking / I don’t like sheet masks, but why? + my ranking: Nails Company, Sephora, SNP, Skin79, Vanedo

Maski w płacie opanowały blogosferę, youtube, a co za tym idzie, sklepy online i drogeryjne półki. Myślę, że to produkt, który zrobił największą furorę w minionym roku. Wszędzie same zachwyty, ochy i achy, no po prostu nie sposób przejść obok nich obojętnie. Kilka takich masek wpadło również w moje ręce, a tak naprawdę na twarz i wiecie co? Miłości nie ma i chyba nie będzie.

Sheet masks have taken blogs and youtube channels as well as online and regular drugstores by storm. I think this was the most popular product in the last year. Everyone raved about them, so I couldn’t stay immune. And I must say, I did not love them.


Zacznę jednak trochę przekornie od zalet, bo tych maskom w płacie wcale nie brakuje. To idealne wyjście dla zapracowanych. Wystarczy wyjąć maskę z opakowania, nałożyć, odczekać, zdjąć i gotowe. Nawet w obliczu poważnego deficytu czasu znajdziemy chwilę na taki zabieg. Większość masek nie wymaga nawet zmywania. Trzeba tylko pamiętać, aby materiał dobrze przylegał do twarzy, a także o tym, aby maski nie przetrzymać, bo gdy bawełna wyschnie, automatycznie zacznie wyciągać wilgoć z naszej skóry, a nie o to przecież chodzi. W tego typu produktach specjalizują się przede wszystkim koreańskie marki. Wymyślają niewiarygodne wersje masek, zarówno pod względem wizualnym, jak i biorąc pod uwagę osobliwość formuły i składników. Ktoś ma ochotę na maskę w kształcie pandy, kota albo mopsa? Żaden problem. Nie da się ukryć, takie szczegóły sprawiają, że przyjemnie nam się danych kosmetyków używa i chętniej po nie sięgamy. A w tej kwestii różnorodność maseczek jest powalająca.

I’ll start yet with sheet masks’ advantages, because there are plenty of them, really. This is a perfect solution for busy ones. You just need to take the mask out of the packaging, put on your face, wait a few minutes, take it off and that’s it. Even if you don’t have much time, you find a moment for yourself, especially that most of these mask don’t even need to be rinsed off. It’s only important to remember that the material has to fit closely to your face and that you can’t keep it for too long, as the dry sheet will take the moisture back from your skin, and that’s not what we expect. I've noticed that Korean brands specialize in this kind of masks. They invent different shapes and crazy ingredients. If you feel like having a panda, cat or a pug on your face, here it is! Such details encourage us to use the products, that’s obvious. And the selection is huge.


Dlaczego więc ich nie lubię? W sumie jest kilka powodów. Przede wszystkim, ja osobiście jestem po prostu wielką fanką oczyszczających maseczek z glinką, zwłaszcza tych, które sama sobie wymieszam przy użyciu olejów i hydrolatów. A jednak maski w płacie głównie nawilżają, często zostawiając na skórze lepką lub śliską warstwę. Nie lubię tego uczucia, mam wrażenie, że moja twarz jest brudna i zalepiona. Z drugiej strony, część z nich miło chłodzi twarz, co doceniam jako posiadaczka cery naczynkowej. Ale jednak glinki wygrywają. Poza tym duże znaczenie ma dla mnie fakt, że sama przygotowując maseczki, mam kontrolę nad tym, co tam dodaję, natomiast składy masek w płacie, które testowałam, w większości pozostawiały wiele do życzenia. Zdarzyły mi się też podrażnienia czy pieczenie, co nigdy nie miało miejsca w przypadku moich glinkowych samoróbek. Kolejna sprawa to wysoka cena, w moim odczuciu niewspółmierna do rezultatów. W przypadku popularnych koreańskich marek waha się od 10 zł do 25 zł. Moim zdaniem, to naprawdę bardzo dużo, zwłaszcza że dopiero regularne użytkowanie może zapewnić widoczne efekty. A na koniec pomarudzę o kształcie masek, które w większości są dla mnie za małe i niewygodne, otwory na oczy i usta są źle zlokalizowane. Naprawdę nie umiem ich szczerze polubić. Może jeszcze się skuszę, gdy znajdę jakąś z naprawdę fajnym składem lub przed ważnym wydarzeniem, bo nawilżenia czy wygładzenia nie można im odmówić.

So why I don’t like them? Well, there are few reasons. First of all, I’m a big fan of cleansing clay masks, especially ones that I mix myself, using oils and flower waters. And sheet masks are mostly moisturizing ones and leave a sticky or slick layer on the skin. I don’t like this feeling, it makes me feel as if my face was dirty. On the other hand, they’re also soothing, which is good for redness-prone skin. But anyway, clays win in my opinion. For me it’s also very important that I can have control over the ingredients that I use and the sheet masks I tried contain a lot of chemicals that I would prefer to avoid. Some irritation occurred, too, which never happened with my self-made masks. The next drawback is the high price. In the case of popular Korean masks it is around 2,5€ to 6€. In my view it is really much, especially that only regular use can bring visible results. And at the very end I will complain about the shape of the masks, because they’re mostly too small for me. Well, I just can’t truly like them. Maybe I’ll try some more if I find one with good ingredients or before a big night out, because they do moisturize and smoothen, that's a fact.

A teraz zapraszam na krótki przegląd masek, które miałam okazję przetestować. Spróbowałam uszeregować je w rankingu, od moich ulubieńców do tych, z którymi się nie polubiłam. Postraszę Was też trochę moją facjatą w tych maseczkach, a i Renia się tu gdzieś zaplątała ;)

And now I will present my reviews of sheet masks that I tested out. I tried to place them starting with my favourites, proceeding to the ones I liked the least. I will also scare you with my face in some of these mask. There's my sister on one of the pictures, too :)


Miejsce I ex aequo
1st place ex aequo

Face Line by Nails Company Exclusive Anti-Aging Mask. Świetna maska, bez dwóch zdań, jedna z niewielu, do których byłabym skłonna wrócić. Jedyny minus to dla mnie zbyt mały rozmiar. Bocznych zaczepów na uszy nie jestem w stanie założyć, te dolne wypadają lepiej, dzięki nim maska działa też na podbródek. Materiał jest mocno nasączony i delikatnie się lepi, ale po zdjęciu reszta płynu błyskawicznie się wchłania. Maska działa chłodząco, wyciszająco i kojąco. Silnie nawilża i ekstremalnie wygładza. Po jej użyciu skóra jest miękka i elastyczna. Podczas aplikacji nie wyczułam żadnego zapachu. Skład jest średni, ale nie najgorszy, nie podobają mi się po prostu konserwanty. Myślę, że to może być dobra opcja przed wielkimi wyjściami.



Face Line by Nails Company Exclusive Anti-Aging Mask. That’s a great mask, without any doubts, one of the few that I would be ready to repurchase. The only problem is the size. I can’t put it on my ears, it’s too small. The sheet is richly moistured and a bit sticky, yet the excess absorbs quickly after I take off the mask. The product has soothing and cooling properties. It strongly hydrates and incredibly smoothens my skin, making it really soft. I didn’t smell anything during the application. The ingredients are not the worst, however, I don’t like the used preservatives. I think it might be a good option before an important event.




Sephora Green Tea face mask. Maska z Sephory też przypadła mi do gustu, bo choć jest mocno mokra, to po zdjęciu materiału pozostałości szybko się wchłaniają. Producent zapewnia, że matuje i zwalcza niedoskonałości, ale moje wrażenia po jednym użyciu są zupełnie inne, odczuwam nawilżenie i wygładzenie. Podobnie jak poprzedniczka przyjemnie chłodzi i koi naczynkową cerę. Jest też dobrze wycięta dla mojej twarzy, dzięki czemu odpowiednio przylega. W składzie znajdziemy sporo ciekawych ekstraktów, choć parę grzeszków ma na sumieniu. Niemniej nie wykluczam, że kiedyś jeszcze po nią sięgnę.




Sephora Green Tea face mask. I did like this Sephora mask, too. Even though it’s very wet, the liquid absorbs immediately after I take off the sheet. The producer claims it is matifying and anti-blemish, but my impressions are totally different – I feel it’s moisturizing and smoothing. Just like the previous one, it has cooling and soothing properties, which is fine for redness-prone skin. It also fits my face well, unlike the other ones. Among the ingredients we’ll find some interesting extracts, however, there are some small sins, too. I might use it again someday.



Miejsce II
2nd place

SNP Jelly Vita Clearing toning mask. Rozmiar dla mnie, jak zwykle, trochę mały, ale wybaczam. Maseczka ma perfumowany zapach i gęstą, galaretkowatą konsystencję. Delikatnie chłodzi, dobrze nawilża, ale zostawia na skórze lepką warstwę, którą muszę usuwać papierowym ręcznikiem. Moja cera nie bardzo lubi takie treściwe produkty, więc nie czułam specjalnie odświeżenia, a raczej obciążenie. Suche skóry na pewno będą bardziej zadowolone. Skład w porządku, ale do ideału jeszcze trochę brakuje. Ciekawa formuła i niezłe działanie, ale maska mnie nie zachwyciła na tyle, bym miała ochotę sięgnąć po nią ponownie.




SNP Jelly Vita Clearing toning mask. A bit too small for me, as always. The mask has a perfumed scent and thick jelly-like consistency. It cools delicately and moisturizes well, but leaves a sticky layer that needs to be removed with a paper towel. My skin does not like such rich formula, so I did not feel that my face was refreshed, rather tired. The ingredients are not the worst, but far from perfection. Even the interesting formula and good effect didn’t make me love this product.



Miejsce III ex aequo
3rd place ex aequo

Skin79 Pore Bubble cleansing mask. Te bąblujące maseczki zrobiły prawdziwą furorę w Internecie, ale mojego serca nie zdobyły. Ale od początku. Materiał jest dość gruby i mięsisty, zupełnie inny niż pozostałe i dobrze dopasowuje się do twarzy. Rozmiar też okazał się, o dziwo, odpowiedni dla mnie. Maska ma przyjemny, lekko perfumowany zapach i ciekawą formułę. Po nałożeniu zaczyna tworzyć się gęsta piana, a materiał lubi się ześlizgiwać. Bąbelki tak naprawdę najbardziej czuć po zdjęciu maski, ale ja tego uczucia nie lubię. Dla wielu osób będzie ono przyjemne (Renia, na przykład, bardzo je lubi), dla mnie niestety nie. W moim odczuciu maska średnio oczyszcza, glinek nie przebija, raczej delikatnie nawilża i lekko zmniejsza pory. Niestety produkt zostawia śliską warstwę, którą trzeba zmyć. Skład bez szału. Niby nie jest źle, ale nic mi nie urwało.



Skin79 Pore Bubble cleansing mask. These bubble masks have become extremely popular in the Internet, but they didn’t win my heart. But let’s start from scratch. The sheet is thick, totally different from the other ones and fits my face well. The mask has a pleasant, slightly perfumed scent and interesting formula. Right after the application it starts to foam intensely and the sheet might slip from your face. I feel the bubbles most intensively when I take off the mask, however, I don’t like this feeling. For most of you it might be pleasant, but for me it’s not. In my opinion the mask doesn’t clean my face well, it’s more moisturizing and soothing, and it also reduces pores a little. It does leave a sticky layer that you need to rinse off. The ingredients are typical. Well, the mask isn’t bad, but it did not amaze me.





Skin79 Rice Bubble cleansing mask. Bardzo podobna do poprzedniej w działaniu. Różni się nieco zapachem, kolorem, bo jest biała, a poza tym daje niższą, lecz gęstszą pianę. Jeśli chodzi o pozostałe właściwości, to ja naprawdę nie widzę znaczącej różnicy. Nawilża, chłodzi i zostawia klejący film, który wymaga zmycia.




Skin79 Rice Bubble cleansing mask. It’s very similar to the previous one. It has a slightly different scent, it’s white and forms less yet thicker foam. In terms of other properties, I can’t see much difference. It moisturizes, cools and leaves a sticky layer.



Miejsce IV
4th place

SNP Gold Collagen Ampoule Mask. Tę maskę też było mi trochę ciężko dopasować, ale do tego się przyzwyczaiłam. Ma perfumowany zapach, jest mocno nasączona i trochę lepiąca. Prawie nie chłodzi, ale za to podczas aplikacji delikatnie piekła mnie skóra. Ze składem średnio, chociaż nawilżenie i wygładzenie oceniam jako niezłe. Nic specjalnego, zdecydowanie bardziej polecam maseczkę z kolagenem i złotem GlySkinCare (recenzja TUTAJ).



SNP Gold Collagen Ampoule Mask. This mask didn’t fit my face, either, but I got used to this. It has a perfumed scent, it is really wet and a bit sticky. It barely cools, but it made my skin a little irritated. The ingredients are typical, however, the mask works well moisturizing and smoothing my skin. Nothing special, I recommend the collagen gold mask from GlySkinCare much more (review here).



Miejsce V
5th place

Vanedo Herb Essence Mask. Najsłabsza z masek, z którymi miałam do czynienia, choć dobrze wycięta i odpowiednio przylegająca. Ma ziołowy zapach maści i jest mocno nasączona. Intensywnie chłodzi, ale też troszkę szczypie i zostawia śliską warstewkę. Moja twarz była po niej zaczerwieniona i jakby sucha, a nie miękka i nawilżona. Skład podobny jak w poprzednich maseczkach, nie wiem, co spowodowało podrażnienie. No niestety, do Vanedo na pewno nie wrócę.



Vanedo Herb Essence Mask. That’s the worst sheet mask I’ve tried, even though it fitted my face well. It has a strong herbal scent and it’s richly moisturized. It soothed intensely, but also irritated my skin a bit and left a sticky film. My face was red and somehow dry, not hydrated and soft. The ingredients are similar to the previous ones, so I don’t know what caused the problems. Well, I won’t get back to this one.





Tak przedstawia się mój prywatny ranking. Łatwo zauważyć, że moje dwie ulubione maseczki nie są produktami koreańskimi. Niestety, azjatyckie propozycje okazały się ciekawe pod względem formuły, ale nie spełniły moich oczekiwań. Może jestem jakaś inna, ale naprawdę wolę zostać przy swoich glinkach, a tylko od czasu do czasu sięgnąć po maskę w płacie.

Here’s my private ranking. As you see, my two favourites are not Korean ones. Unfortunately, Asian masks didn’t meet my axpectations, even though they’re formula is often really innovative. Maybe I’m crazy, but I will stay with my clays, but I might reach for a sheet mask from time to time, for example before a big night out.

Jakie są Wasze doświadczenia z maseczkami w płacie? Lubicie je? Jacy są Wasi ulubieńcy w tej kategorii?

What are your experiences with sheet masks? Do you like them? What are your favourites?

Share this:

, , , , , , , ,

CONVERSATION

24 komentarze:

  1. Mam kilka masek w płacie, ale czekają dopiero na użycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy dołączysz do grona fanek :)

      Usuń
  2. ja mam mieszane uczucia, choć w przypadku mojej skóry (sucha, coraz bardziej dojrzała) spisują się bardzo dobrze, ale wiele z nich jest jak napisałaś, źle wymierzona i źle podocinane są w nich miejsca na oczy czy usta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że ten rozmiar to nie koniec świata, bo rozumiem, że każdemu nie da się dogodzić, ale czasem mnie to irytowało ;) Nie dziwię się, że w przypadku Twojej cery lepiej się spisują, moja siostra też ma suchą i ona z kolei nie lubi za bardzo glinek, a te maski w płacie bardzo sobie chwali :)

      Usuń
  3. Dla mnie maski w płacie są wybawieniem. Jestem krotkowidzem i tradycyjne maski wykluczały założenie okularów. Tutaj nie mam tego problemu, mogę się relaksowc tak jak lubię,czyli czytać. Maska z snp też niczego mi nie urwała, ale bąble już Tak, dobrze oczyszcza i odsuwa w czasie konieczność sprostowania plastrów. Co ciekawe najmocniej bąbluje w miejscach najbardziej zanieczyszczonych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda, to prawda, jak nałożę glinkę, to okularów już nie ;) Czasem mnie to denerwuje. Właśnie moja siostra też jest pod wrażeniem masek bąbelkowych, ja z kolei naprawdę widzę znacznie lepsze efekty po glinkach :)

      Usuń
  4. Świetnie to opisałaś, brawo za szczerość! :) ja na razie koreańskich nie miałam, a też jakoś zakochana w płatach nie byłam (choć z ciekawości chcę je wypróbować w tym roku). w zeszły weekend kupiłam maski z Sephora i mam nadzieję, że też będą ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerość u mnie zawsze na pierwszym miejscu :) To nie jest tak, że uważam te maski za złe, po prostu moja cera woli co innego. Mam nadzieję, że te z Sephora okażą się dla Ciebie ok, ja z mojej jestem zadowolona :)

      Usuń
  5. Dlatego ja kupuję prosto z Korei, gdzie ceny to 3-4 zł za maskę :) Co do składów to trzeba szukać, np. Innisfree i z Klairs są w pełni naturalne :) I wiele jest naturalnych ekstraktów. Rozumiem, że nie lubisz lepkiego uczucia, ja tam je uwielbiam i nie wyobrażam sobie bez masek w płachcie życia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy mojej cerze, skłonnej do zapychania i tłustej, taka warstewka powoduje dość nieprzyjemne odczucia ;) Dlatego wyżej oceniam te maski, które ładnie się wchłaniały :) No przyznam, że 3-4 zł za maskę to już taka cena, która skłoniłaby mnie do zakupu. Nie da się ukryć, że 10 masek nawet za 10 zł to duży wydatek, 30-40 zł brzmi znacznie lepiej. A co do składów, to wielkie dzięki za podsunięcie marek, bo te składy nie były najgorsze, ale zależałoby mi na czymś jeszcze lepszym :)

      Usuń
  6. ja też wolę glinki. i algi peel-off - one pięknie chłodzą i koją rumień.

    maski w płachcie zapodaję sobie od czasu do czasu, kiedy naprawdę zbyt wiele czasu na pielęgnacyjne zabiegi nie mam. nie mialam jeszcze maski "bąbelkowej", ale pomimo Twojej nieprzychylnej opinii jestem jej ogromnie ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, algi peel-off też lubię, choć wersja z Nacomi przeciwtrądzikowa trochę mnie szczypała :) Wiesz co, mnie po prostu irytuje to mrowienie z bąbelków, nie lubię tego uczucia, ale jeśli Ci się spodoba, to na pewno będziesz zadowolona z maski :)

      Usuń
  7. Ja lubię masksheety, choć z kolei u mnie często są zbyt duże :) Fakt, niektóre się trochę kleją, jak mi to już strasznie przeszkadza to przecieram skórę tonikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Te babęlkowe fajnie wyglądają �� jak misio :)
    Jeśli chodzi o klasyczne maski w płacie to ja robię je sama :P kupuję suche (skompresowane 5zł za 12szt) tylko np moczę je w różnych specyfikach soku z ogórków, napar z rumianku, wodzie różanej itd :) wszystko zależy od potrzeb :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to takie własne bardziej mnie kuszą, myślę, że byłabym bardziej zadowolona :)

      Usuń
  9. Ja je lubię:) Nie robię często, ale zdecydowanie mnie relaksują. Zresztą robię je wieczorem i gdy przebudzi się moje dziecko to jednym ruchem mogę je ściągnąć by jej nie przestraszyć, co jest wielki plusem i niemożliwością w przypadku tradycyjnych masek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktyczność i szybkość użycia to jeden z największych zalet tych masek :)

      Usuń
  10. Ja jak mam być szczera też nie przepadam za takimi płatowymi maskami choć tą bąblującą chcę przetestować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe doświadczenie z tymi maskami bąbelkującymi, ale chyba nie dla mnie ;) Niemniej warto spróbować, a nuż, Ci się spodoba :)

      Usuń
  11. lubie maseczki w placie, ale tylko te nawilzajace
    oczyszczanie pozostawiam jednak glinkom tradycyjnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, jeśli już mam użyć maskę w płacie, to zależy mi na nawilżeniu, odżywieniu i wygładzeniu :) Oczyszczanie tylko glinki :)

      Usuń
  12. A ja chętnie Ci doradzę w wyborze maseczek bo tak się składa, że mieszkam w Korei ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Masz może jakieś typy dla tłustej i trądzikowej, ale jednocześnie odwodnionej i wrażliwej cery? :) Jak pewnie zdążyłaś się zorientować z wpisu, nie pasują mi treściwe, lepkie maseczki, które zostawiają warstwę na skórze ;)

      Usuń

Zostaw swoje myśli, to dla mnie duża motywacja! Czytam wszystkie komentarze i odwiedzam moich czytelników, ale proszę, nie spamuj :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...