Porządna dawka wiedzy, szczytny cel i babskie ploteczki z małą dramą w tle, czyli relacja ze spotkania blogerek we Wrocławiu 17.02.2018 r.

W ostatnią sobotę miałam okazję wziąć udział w trzecim już spotkaniu blogerek we Wrocławiu, tym razem w roli jednej z organizatorek. W naszym stałym wrocławskim gronie spotykamy się na kawę i ploteczki zdecydowanie częściej, ale taka bardziej oficjalna okazja sprawiła, że mogłyśmy zobaczyć się z naszymi koleżankami spoza Wrocławia. Bardzo się cieszę, że dzięki blogowi mogłam nawiązać znajomość z tyloma świetnymi dziewczynami i mam nadzieję, że nasza tradycja spotkań przetrwa jeszcze długo :)


Spotkanie odbyło się w Bike Café przy ul. św. Antoniego we Wrocławiu. I tu mamy pierwszy, i na szczęście jedyny, zgrzyt tego dnia. Sama do tej kawiarni nie wrócę, a i nikomu jej nie polecam, a wszystko przez to, jak zostałyśmy potraktowane przez właściciela, bo od strony gastronomicznej nie mogę nic zarzucić. Jeszcze na długo przed spotkaniem dzwoniłam do lokalu i rozmawiałam z menadżerką, upewniając się, że będziemy miały wystarczająco dużo miejsca, by przeprowadzić warsztaty, rozłożyć sprzęt, ewentualnie dodatkowe oświetlenie, a także upominki. Pytałam, czy będziemy mogły wykorzystać dodatkowe stoliki na rzeczy, które przywiozą osoby prowadzące warsztaty i prezentacje, a także o dostępność gniazdek elektrycznych do podłączenia lamp. Uzyskałam odpowiedź, że oczywiście, z niczym nie będzie najmniejszego problemu, i tak w soboty goście przybywają dopiero koło 17-18, czyli w momencie, gdy nasze spotkanie miało się skończyć. Tymczasem okazało się, że czekają na nas trzy złączone maleńkie kwadratowe stoliki i ciasno upchniętych 11 krzeseł. Dziewczyny, które przybyły jako pierwsze, za zgodą obsługi, dostawiły dodatkowe trzy stoły i brakujące krzesła – wraz z jedną osobą nadprogramową, czyli moją siostrą, która zawsze bierze udział w naszych blogowych zlotach i pomaga w kwestiach techniczno-logistycznych, było nas 13.



Generalnie nic się nie działo do momentu, w którym pod koniec spotkania Ola chciała wygłosić podsumowującą mowę, by zacząć rozdawać prezenty od partnerów. Nagle muzyka została puszczona tak głośno, że kompletnie się nie słyszałyśmy. Monika podeszła do baru, aby poprosić o ściszenie i wtedy zaczął się cyrk z właścicielem w roli głównej. Zaczął na nas wrzeszczeć, że jest nas więcej, niż miało być, że robimy spotkanie na 12 osób, a zajmujemy całą salę, przestawiamy stoliki, rozkładamy swoje pakunki i walizki, przez co tracą potencjalnych klientów i że on już nas więcej nie chce tu widzieć. Fakt, zajmowałyśmy około pół sali, ale w drugiej części były wolne stoliki, poza tym przecież uprzedzałam ich wcześniej, jak to będzie wyglądało. Nawet jeśli nie zdawali sobie sprawy, że nasze spotkanie nie będzie obojętne dla pozostałych gości, to jednak zachowanie właściciela było strasznie nieprofesjonalne. Próbować nas wykurzyć głośną muzyką? Doprawdy dziecinne posunięcie. Można było przyjść i porozmawiać, albo przeboleć naszą obecność i w przyszłości nie przyjmować takich rezerwacji. Zwłaszcza że zarówno wszystkie uczestniczki, jak i fotograf oraz osoby prowadzące warsztaty zamawiały napoje, obiady, przekąski, desery. Zostawiłyśmy tam naprawdę sporo kasy. A w momencie, gdy w recenzjach na Facebooku opisałyśmy sytuację, możliwość oceny została wyłączona… Kolejne zagranie rodem z przedszkola. Cóż, mieli naprawdę sporo negatywnych ocen, jak widać, niebezpodstawnie. I tak zamiast reklamy na 12 blogach i kanałach mają antyreklamę i masę straconych klientów, bo żadna z nas nikomu tego miejsca nie poleci. To pokazuje, jak polscy przedsiębiorcy nie rozumieją zasad marketingu i jak nie doceniają siły social media. Ich strata.


Musiałam wylać z siebie trochę frustracji, ale też chciałam Wam o tym opowiedzieć, bo uważam, że takie chamskie zachowania należy piętnować. Teraz możemy już przejść do o wiele przyjemniejszych spraw :) Otóż, wspólnie spędzony czas postanowiłyśmy wykorzystać nie tylko na rozmowy, ale także po to, aby zyskać nową wiedzę i umiejętności oraz aby zrobić coś dobrego. Zaczęłyśmy co prawda od kosmetykowej „wymianki” nieużywanych przez nas produktów, ale zdecydowałyśmy się zorganizować zbiórkę charytatywną, podczas której licytowałyśmy przyniesione przez siebie nowe kosmetyki. Całkiem pokaźną sumę, jaką udało nam się zebrać, przekażemy na leczenie Pana Irka, który choruje na raka nerki. Wy również możecie wesprzeć go w walce, wpłacając darowiznę poprzez portal siepomaga.pl (TUTAJ), gorąco zachęcam!



Następnie odbyły się warsztaty manicure hybrydowego przeprowadzone przez przedstawicielkę polskiej marki Silcare. Niezwykle sympatyczna Pani Bożena opowiedziała nam nieco o marce, o różnych szczegółach dotyczących robienia hybryd, w tym powodów, dla których manicure nie trzyma się tak długo jak powinien oraz skąd mogą się brać uczulenia. Była też część praktyczna, uczyłyśmy się bowiem wykonywać zdobienie określane „efektem dymu”. Warsztaty oceniam bardzo pozytywnie, wiele się dowiedziałyśmy i zyskałyśmy nową umiejętność :) Marka Silcare ma swoje drogerie w wielu większych miastach, we Wrocławiu mieści się przy ul. Jedności Narodowej, zaraz przy przystanku tramwajowym „Daszyńskiego”. Warto tam zajrzeć, bo ceny lakierów hybrydowych zaczynają się już od kilku złotych. Na pewno więcej Wam o nich opowiem w osobnym poście.











Odwiedziły nas także przemiłe przedstawicielki czeskiej firmy Dermacol. Pani Lucyna przedstawiła nam pokrótce markę, jej historię i ofertę. Mogłyśmy sobie pomacać testery i o wszystko pytać. Odbył się także mini-konkurs wiedzy o marce, w którym udało mi się wygrać bazę rozświetlającą. Muszę przyznać, że Dermacol kojarzyłam do tej pory tylko z kultowym podkładem kryjącym, nie wiedziałam, że mają w ofercie tak bogatą gamę produktów pielęgnacyjnych. Bardzo się cieszę, że miałyśmy okazję lepiej poznać jedną z czołowych marek kosmetycznych naszych południowych sąsiadów, zwłaszcza że nigdy nie miałam okazji użyć żadnego ich produktu. Poza tym bardzo interesuje mnie czeska kultura, od wielu lat uczę się czeskiego, a otrzymany katalog produktów pomoże mi rozszerzyć swój zasób słownictwa w zakresie kosmetyków :)








Spotkanie trwało ponad 6 godzin, ale czas minął niesamowicie szybko, zdecydowanie za szybko, jak to bywa w miłym towarzystwie i robiąc przyjemne rzeczy. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda nam się zorganizować kolejny zjazd, ale tym razem już w innym miejscu ;) Dziękujemy też fotografowi, który robił nam zdjęcia, Tomaszowi Kassa i zachęcam do zapoznania się z jego twórczością (Flickr, Instagram, Facebook). A teraz czas na pokazanie prezentów, jakie przekazali nam sponsorzy spotkania. Bardzo dziękuję wszystkim markom, które zdecydowały się nas w jakikolwiek sposób wesprzeć, czy to fizyczną obecnością, czy to upominkami! :)


Marka Bourjois obdarowała nas zestawem prawie całej nowej kolekcji pomadek Rouge Velvet The Lipstick. Trzy szminki z tej serii już mam i mogę powiedzieć, że są świetne. To jedna z moich ulubionych formuł matowych pomadek. Bardzo się cieszę, że będę mogła przetestować także inne odcienie i pokazać je Wam :)


Constance Carroll to marka, z którą do tej pory nie miałam do czynienia, tylko nazwa obiła mi się o uszy. Tym bardziej jestem zadowolona z otrzymanych kosmetyków. W torbie znalazłam puder sypki, paletę rozświetlaczy On The Glow w odcieniu Fantasy, paletę do konturowania Contour Goddess w odcieniu Cool Matte, tusz do rzęs, eyeliner w pisaku oraz matową pomadkę w płynie Matte Queen w kolorze Imperial. Już nie mogę doczekać się testowania!



Pani Lucyna z Dermacol przekazała każdej z nas pełną torbę nowości do testowania, a w niej znalazłyśmy balsam do ciała i peeling o zapachu belgijskiej czekolady, miniaturki z serii do skóry trądzikowej, podkład, bazę pod cienie, puder sypki, matową pomadkę w płynie, rozświetlacz w kredce i trochę próbek, w tym wszystkie odcienie słynnego kryjącego podkładu – na pewno pokażę na blogu! :) Ten piękny glam-kalendarz dostałam jako organizatorka i osoba, która skontaktowała się z marką w sprawie prezentacji, bardzo dziękuję, już jest w użyciu ;)




Zawsze z entuzjazmem podchodzę do testowania kosmetyków mineralnych, dlatego jestem bardzo ciekawa podkładu Earthnicity Minerals. Wybrałam kolor Moonlight, mam nadzieję, że okaże się dla mnie odpowiedni. Otrzymałam także pędzel kabuki do aplikacji podkładu, jest bardzo mięciutki, ale zbity, powinien się sprawdzić.


Zestawy pięknych płóciennych torbach od Elfa Pharm nieco się od siebie różniły wariantami kosmetyków. Znalazły się w nich produkty do włosów z serii Basil Element. Szampon i mleczko już znam i lubię, ale peelingu jeszcze nie miałam i bardzo chętnie wypróbuję. Otrzymałam też szampon z linii Dr. Santé w wersji kokosowej, peeling cukrowo-solny Vis Plantis róża i bawełna oraz mydło lanolinowe Vis Plantis, a także tonę próbek.


Od Eveline Cosmetics dostałyśmy, co bardzo mnie cieszy, głównie kolorówkę – głośny ostatnio podkład Liquid Control w kolorze #015 Light Vanilla, Lip Laquer w odcieniu brudnego ciemnego różu, szminkę z kolekcji czerwieni Aqua Trend #823, top coat No Chip, dwa lakiery z serii Mini Max – malinowo-różowy oraz fioletowy, a z pielęgnacji multiodżywczą oliwkę do paznokci, żel oczyszczający do twarzy oraz maskę peel-off ze spiruliną.


Laboratorium Naturella przekazało nam po dwa produkty z linii Only Bio – płyn micelarny oraz żel do mycia ciała.


Lilaróż to moja ulubiona wrocławska drogeria. Znajduje się na przeciwko Dworca Głównego przy ul. Piłsudskiego oraz przy ul. Zwycięskiej. Mają tam naprawdę świetny asortyment, wiele naturalnych marek i masę produktów, które są trudno dostępne gdzieś indziej. Od drogerii otrzymałam olej z nasion brokułu Your Natural Side, krem mocno nawilżający Gaja Aloesowa, ogromny Wonder Cream marki Dran zwężający pory oraz... selfie stick, nieodłączny gadżet każdej poważnej blogerki ;)



Firma Lumene z mojej ukochanej Finlandii uraczyła nas balsamem do ust Lip Perfecting Balm w wersji Raspberry Miracle, miniaturową maską oczyszczającą i kilkoma próbkami.



Od Maroko Sklep dostałyśmy same nowości Beauté Marrakech – czarne mydło pod prysznic, białą maskę do twarzy, dezodorant w kulce, płyn dwufazowy do demakijażu. Jestem ich bardzo ciekawa, miałam już kiedyś od nich szampon i krem do rąk i byłam mega zadowolona.


Właścicielka sklepu z półproduktami Naturalissa dla każdej uczestniczki wybrała coś innego. Do mnie trafił Liposomowy kompleks do cery naczynkowej. To zdecydowanie coś dla mnie :) Jeszcze nie wiem, jak go użyję, muszę poczytać, ale mam nadzieję, że się sprawdzi.



Neauty Minerals, czyli druga z marek oferujących kosmetyki mineralne. Do kompletu do podkładu w tej uroczej paczuszce znalazłam róż Magnolia Bud, rozświetlacz Falling Star i dwa cienie – Sandy Beach oraz Copper Brown. Jestem podekscytowana tymi wszystkimi mineralnymi cackami, które już niedługo wypróbuję :)


Marka o2skin podarowała nam serum, liftingujący krem na dzień i krem na noc. Ciekawi mnie, czy zawarty w produktach tlen da jakiś widoczny efekt, mam nadzieję, że tak. Najbardziej interesuje mnie chyba wychwalane ostatnio na blogach i kanałach youtube serum.


Od Rapan Beauty dostałyśmy miniaturowe maseczki na bazie glinki. Mnie przypadła w udziale wersja różowa Intensive Care, w ofercie jest jeszcze żółta i niebieska. Uwielbiam glinkowe maseczki, a o tych od Rapan słyszałam same pozytywne opinie. Skład również bardzo zachęca.





Produkty do pielęgnacji stóp schodzą u mnie jak woda. Dlatego paczka od SheFoot bardzo mnie ucieszyła. Zestawy nieco różniły się między sobą, ale każda z nas w swojej torebce znalazła peeling oraz miniaturowy pilniczek. Poza tym do mnie trafił krem na pękające pięty, maska regenerująca, męski krem antyperspirujący oraz złuszczająca gąbka. Wszystko się przyda :)







Od firmy Silcare dostałyśmy podstawowy zestaw do stworzenia manicure hybrydowego z dwoma lakierami z serii Color It Premium oraz Flexy, a także topem i bazą Hard. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że firma produkuje również kosmetyki pielęgnacyjne, które również otrzymałyśmy do przetestowania. W paczuszkach znalazłyśmy balsam do ciała z mocznikiem, krem i maskę do rąk oraz krem do stóp z mocznikiem.


So Chic! to nowa marka makijażowa. Do testów przekazali nam kilka ciekawych produktów – dwa pudry w kompakcie Stay Where You Are w kolorach #211 i #214, dwa korektory Pro Conceal w kolorach #101 i #102, paletkę w wersji Nude, koralowy róż do policzków, eyeliner w płynie I’m Famous oraz... 12 tuszów do rzęs. Nie wiemy, czy to pomyłka, czy nie, ale naprawdę każda z nas dostała całą paletę mascar. Część już poszła w świat :)


Mało znana marka Sotalie przesłała nam do wypróbowania serum, które ma dawać natychmiastowy efekt liftingu, wygładzenia, usunięcia worków i zasinień pod oczami. Ciekawa jestem, czy to zadziała, niemniej wierzę, że to możliwe, bo widziałam coś podobnego na żywo w wykonaniu serum innej marki. Zobaczymy.


Tołpa przekazała nam bardzo uniwersalny zestaw kosmetyków z serii Green – Wygładzający krem rozświetlający, maskę rozświetlającą, peeling i mleczko do ciała, żel do higieny intymnej i płyn micelarny oraz tonik 2w1. Moje dotychczasowe doświadczenia z tą marką były bardzo mieszane, z przewagą tych gorszych, mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.


I na koniec coś bardzo nietuzinkowego. Manufaktura Zapach Ciszy sprezentowała nam coś, co nazywa się kremem w płynie. Ciekawa jestem, czym to się różni od zwykłego olejku. Do mnie trafiła wersja Kasztanowiec do cery naczynkowej. Ciekawość mnie zżera, na dniach zaczynam testowanie :)


Uczestniczki

Agnieszka: agusiak747


Agnieszka: okiemdziewczyn.pl 





Karolina: Nieidealna





Dziękuję, dziewczyny, za przybycie i miłe spędzenie czasu, mam nadzieję, że jesteście równie zadowolone jak ja i niedługo znów się spotkamy w doborowej ekipie! :) Wielkie dzięki oczywiście także dla pozostałych dwóch organizatorek, Agnieszki i Oli za czas i energię włożoną w to, aby spotkanie było tak udane :)

Share this:

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. Świetne są takie spotkania. Nie dość, że można nabyć dużo wiedzy to jeszcze można pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) I miło spędzić czas :)

      Usuń
  2. normalnie brawa dla właściciela kawiarni... [slow, ironic clap] tak się traktuje grupę płacących klientów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, dokładnie tak ;) Pan nie umie w marketing :D

      Usuń
  3. Aż mnie zamurowało jak czytałam o tej sytuacji z właścicielem, przecież to jest jakaś masakra... Wszystko było umówione, ustalone, a zostałyście tak potraktowane. Nie dziwię się, że macie uraz, też bym miała!
    Upominki świetne, bardzo fajny dobór sponsorów, widzę kilka marek, które bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo właściciel taki burak, że szkoda słów :/ A co do sponsorów, to podeszłyśmy do tego rozsądnie, wybierałyśmy tylko te marki, od których naprawdę chciałyśmy coś przetestować :)

      Usuń
  4. Zawsze mi się wydawało, że realni klienci kawiarni są ważniejsi od tych potencjalnych... Hmm... A knajpa mogła mieć taką zajebistą reklamę dzięki Wam... Przykro mi, że tak potraktował Was właściciel :(

    Zapach ciszy - już sama nazwa do mnie przemawia :D A, że jest do cery naczynkowej, to idę posprawdzać, co to za cudo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, każda z nas mogła polecić kawiarnię nie tylko na blogu, ale i swoim znajomym... Widać, że facet nie rozumie, jak działa marketing w social media :/ A co do tego Zapachu Ciszy, to już z tydzień go używam i ten produkt zapowiada się genialnie!

      Usuń
  5. Bardzo jestem ciekawa recenzji podkładu Earthnicity Minerals. Ja mam ich puder Velvet HD, który jest świetny i sprawdza się też przy tradycyjnych podkładach, jednak chcę się przerzucić całkiem na minerały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko porządnie go przetestuję, to pojawi się recenzja :) Ale mam w planach większy test różnych podkładów mineralnych, żeby mieć porównanie, zajmie więc to jeszcze trochę czasu ;) O pudrze słyszałam już tyle dobrego, że na bank go wypróbuję :)

      Usuń

Zostaw swoje myśli, to dla mnie duża motywacja! Czytam wszystkie komentarze i odwiedzam moich czytelników, ale proszę, nie spamuj :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...