I Love Honey: Po co komu peeling do ust i jak zrobić go sobie w domowym zaciszu /Who needs a lip scrub and how to do it at home

Zabieram się za nadrabianie postów z akcji blogerskiej Wspaniały Rok, organizowanej przez Michała z bloga Twoje Źródło Urody. Dziś mam do ugryzienia temat kulinarnie brzmiący - I Love Honey. Najprościej byłoby napisać o kosmetykach zawierających miód lub o miodzie w pielęgnacji, ale takie posty już na moim blogu znajdziecie (TUTAJ i TUTAJ), więc nie będę się powtarzać. Zajmę się jednak zagadnieniem, w którym miód może faktycznie odgrywać istotną rolę. 

I’d like to make up with my posts in the Wonderful Year blogger campaign. Today I should face a culinary-sounding subject I Love Honey. The easiest way would be to write about cosmetics that contain honey or simply about the role of honey in skincare, but you can actually find such posts on my blog (HERE and HERE), so I am not going to repeat myself. But I’ll tell you about something that may have something to do with honey, anyway. 


Za oknem zima, a w sumie bardziej jesień, no ale jest zimno, w domach kaloryfery grzeją, na dworze do tego wieje wiatr i skóra nie ma łatwo, a już zwłaszcza ta na wargach, która jest cienka, wrażliwa i podatna na uszkodzenia. Myślę więc, że wskazówki z niniejszego posta mają szansę komuś się przydać. Osobiście zawsze miałam tendencję do spierzchniętych ust i opryszczki, ale od kiedy biorę znów leki hormonalne, sprawa się znacząco pogorszyła. Niemniej długo peeling ust wydawał mi się zbędnym krokiem i jakąś tam fanaberią. Mniej więcej do czasu, kiedy zaczęłam regularnie malować usta, zwłaszcza matowymi pomadkami, i zauważyłam, że są coraz bardziej przesuszone, a odstające suche skórki wyglądają pod pomadką okropnie. Sam balsam, nawet nakładany grubą warstwą na noc, przestał wystarczać. Wtedy coś w mojej głowie zaświtało i od tej pory peeling warg został stałym elementem mojej pielęgnacji. 

There’s winter outside, or maybe still more autumn, but it’s cold and windy, radiators are on and our skin is having hard times, especially that on the lips, which is thin and sensitive. So I think that my tips can be helpful to someone. Personally, I have always had the tendency to chapped lips and herpes, but since I started taking contraceptive pills again, things got a bit worse. However, lip scrubs seemed to me a whim and a useless step in a skincare routine. Approximately to the point when I started regularly painting my lips, especially using matte lipsticks, and I noticed that they were becoming increasingly drier and the dry patches look horrible under a lip colour. A lip balm used alone, even applied in a thick coat at night, stopped being enough. Then I changed my mind and since then a lip scrub has become a must in my skincare routine. 


Do wyboru mamy kilka opcji. Najprostszą jest złuszczanie ust szczoteczką do zębów. Zwilżamy wargi i masujemy je szczoteczką, oczywiście bez pasty ;) Nie jest to jednak moja ulubiona metoda, ewentualnie mogę z niej korzystać po uprzednim zmiękczeniu warg jakimś balsamem czy olejkiem, bo po prostu szczoteczka zadziera skórki, ale ich nie usuwa idealnie, a do tego podrażnia. Dla mnie to po prostu zbyt mocne, chociaż używam szczoteczki o wysokiej miękkości włosia. Wiele osób jednak chwali sobie ten sposób, bo jest szybki i nie wymaga żadnych dodatkowych gadżetów czy produktów. 

We have a few options to choose from. The easiest way is to exfoliate your lips with a toothbrush. You just need to moisten your lips and rub them with a toothbrush, without a toothpaste, of course ;) This is not my favourite method, as I can only use it when I soften my lips with some lip balm or oil before, because a toothbrush tends to irritate and not always is able to entirely remove the dead skin. For me it’s just too strong, even though I’ve been using toothbrushes with soft bristles. Nevertheless, many people like this method, as it doesn’t require any additional products or utensils. 


Możemy również przygotować sobie peeling w domu, nawet z tego, co mamy w lodówce. Plusem jest dostępność składników i możliwość manipulowania nimi w dowolny sposób, zależnie od naszego widzimisię; fakt, że możemy sobie potem to mazidło bez obaw zlizać; a także opcja przygotowania wersji dostosowanej do naszych potrzeb, np. mocniej lub mniej zdzierającej. Minus jest natomiast taki, że trwałość jest krótka, dlatego lepiej sporządzać mniejsze porcje, by całość się nie zepsuła. I właśnie w przypadku peelingowych samoróbek przyda się nam miód. Ja najbardziej lubię mieszać łyżeczkę lejącego miodu z łyżeczką oliwy z oliwek, a na końcu dodać gruboziarnistego cukru według uznania. Próbowałam też jednak wersje z innymi olejami, a także z wiórkami kokosowymi zamiast cukru. To już co kto lubi. W każdym razie miód zdecydowanie polecam, bo świetnie zmiękcza i nawilża wargi, a do tego wspaniale smakuje :) 

You can also prepare a lip scrub at home, even using things you have in your fridge. The good thing is that the ingredients are easily available and you have the possibility to combine them as you want. The fact that we can lick the remains of the scrub is also a plus, just like the option to adjust the formulation to our own needs, e.g. stronger or more delicately exfoliating. But a minus is that the you need to use it up quickly, so it’s better to prepare small amounts, so that it wouldn’t go bad. Home-made lip scrubs are the case when honey might be useful. I prefer to mix one tea spoon of liquid honey with one tea spoon of olive oil and add coarse-grained sugar. I also tried versions with other oils as well as coconut chips instead of sugar. Whatever you like. However, I totally recommend using honey, as it nicely softens and hydrates the lips and tastes delicious :) 


Trzecia opcja to oczywiście skorzystanie z gotowego peelingu do ust. W tej chwili wiele marek ma takowe w swojej ofercie. Ja kojarzę peelingi Evree, Mokosh, Pat&Rub, Biolove, Hania Beauty, Your Natural Side, Floslek, Sephora, Naturativ, Bell, Lush, Wibo, Tisane oraz trzy, które miałam okazję spróbować – Sylveco, Eveline i Hean. Jest więc w czym wybierać, a i pewnie ja nie znam wszystkich, jakie są dostępne na rynku. Zasadniczo w tej kwestii mamy do wyboru dwa warianty – peeling w sztyfcie albo w słoiczku. Osobiście wolę sztyfty, bo są bardziej poręczne i nie trzeba używać rąk i wkładać brudnych palców do opakowania, ale kiedy chcę usta wypeelingować naprawdę porządnie, to palce idą w ruch. 

The third option is to reach for a ready lip scrub. Now a lot of brands have them in their offer. I n Poland I know Evree, Mokosh, Pat&Rub, Biolove, Hania Beauty, Your Natural Side, Floslek, Sephora, Naturativ, Bell, Lush, Wibo, Tisane and the three I had the opportunity to try – Sylveco, Eveline and Hean. As you can see, there’s quite a selection, and probably I don’t know all that are available on the market. Actually, we can choose two forms – a stick or a jar. I personally prefer sticks, as their handy and you don’t have to use hands and put your dirty fingers in the packaging, however, when I want to exfoliate my lips thoroughly, my fingers are irreplaceable. 


Miałam do czynienia z dwoma peelingami w sztyfcie – Sylveco i Eveline. Ten z Sylveco jest moim ulubieńcem, nie zliczę już, ile opakowań zużyłam (recenzję znajdziecie TUTAJ). Dość dobrze złuszcza, choć jego moc zależy od konkretnej pomadki. Czasem trafiały mi się takie, gdzie drobinek było tyle, co kot napłakał i w zasadzie służyły mi bardziej za balsam niż peeling. Ale na ogół było naprawdę dobrze. Poza usuwaniem martwego naskórka, odżywcza pomadka Sylveco świetnie nawilża i zmiękcza wargi. Zawsze zostawiam warstwę na noc i rano moje usta są w bardzo dobrej kondycji. W składzie tego produktu znajdziemy same naturalne dobroci, w tym okołomiodowy produkt – wosk pszczeli. Jakiś czas temu marka zmieniła jednak olejek migdałowy na goździkowy i moim zdaniem to nie było dobre posunięcie. Wolałam poprzedni aromat. Do oferty wprowadzono ponadto drugą wersję pomadki z peelingiem, miętową, ale słyszałam, że nie jest tak dobra jak ta. 

I had two scrubs in a stick – Sylveco and Eveline . The Sylveco one is my favourite, I can’t even count how many of them I used up (you will find the review HERE). It nicely exfoliates, but it really depends on the very lipstick. Sometimes I got such ones where there were so little particles that they served more as a lip balm than a lip scrub. But usually they were really fine. Apart from removing dead skin, the Sylveco lipstick effectively hydrates and softens the lips. I always leave a thick coat for the night and in the morning my lips are in a very good condition. In the ingredient list we will only find natural treasures, including some honey-related ingredient – beeswax. Some time ago the brand changed the mandelic essential oil for the carnation one and in my opinion it was not a good step. I just preferred the old one. Nevertheless, they also introduced the second version of the scrub, the mint one, but I’ve heard it’s not that good. 


Ten od Eveline działał całkiem nieźle (pełna recenzja TUTAJ). Robił, co miał robić, a drobinki nie były ani za słabe, ani za mocne. Dodatkowego nawilżenia nie zaobserwowałam, ale i tak musiałam ten produkt zawsze usuwać, podczas gdy ten z Sylveco mogłam spokojnie zostawić na ustach. Po prostu formuła i zapach były tak chemiczne, że nie chciałam przypadkiem tego zlizać. To by raczej nie było miłe doświadczenie. 

The one from Eveline also worked quite well (full review HERE). It did what it should, and the particles were neither too coarse nor too soft. I haven’t noticed any additional hydration, but I had to remove the product from my lips, anyway, while the Sylveco one could stay. Simply the formula and the scent were so chemical I just didn’t want to accidentally lick it off. It wouldn’t be a nice experience. 


Ostatni peeling, jaki testowałam to ten w słoiczku od Hean. Też był w porządku, ale nie pobił mojego faworyta od Sylveco. Pachnie ładnie, jakby budyniowo, waniliowo. Drobinki są dość delikatne, ale złuszczają wystarczająco skutecznie, a przy okazji nie podrażniają. Jest to przyjemny produkt, ale niestety nie mam porównania z innymi peelingami w słoiczkach, więc w zasadzie trudno mi powiedzieć, czy wart jest 15 zł. Jak tak pomyślę, że mogę sobie zrobić swój własny w domu bez dodatkowych nakładów finansowych – no chyba że musiałabym kupić pudełeczko za jakąś złotówkę – to mam wątpliwości ;) Zwłaszcza że skład pozostawia wiele do życzenia, bo poza olejami makadamia oraz z tajemniczo brzmiącej rośliny meadowfoam, cukru i wosku, znajdziemy w nim też trochę syfu, jak np. parafina, wazelina czy parabeny. Ale jeśli nie macie cierpliwości do tworzenia własnych kosmetyków, to chyba warto spróbować. 

The last scrub I tried was the one in a jar from Hean. It was also fine, but it didn’t win with my Sylveco’s favourite. It smells nice, like a vanilla pudding or something similar. The particles are rather delicate, but they exfoliate effectively enough and do not cause irritation. It’s a nice product, but unfortunately I can’t compare it to any other one, so it’s hard to say whether it’s worth 15 zł or not. When I think that I can do my own scrub without any additional expenses – unless I need to buy a small plastic jar – I have doubts ;) Especially that the ingredient list is far from being perfect, as apart from macadamia and meadofoam oils, sugar and beeswax, we’ll find some rubbish in it, including paraffin, petrolatum and parabens. But if you’re not patient enough to make your own cosmetics, it might be worth a try. 




Na pewno są tacy szczęśliwcy, których skóra ust nie wymaga specjalnego traktowania – zazdroszczę ;) Ale myślę, że wielu z was, przynajmniej okresowo boryka się ze spierzchniętymi i popękanymi wargami. Tych z was zdecydowanie zachęcam do regularnego peelingu, nakładania hojnej warstwy balsamu nawilżającego na noc i zabezpieczaniu warg przed wyjściem na zimno, najlepiej czymś tłustym, bez bazy wodnej czy glicerynowej, bo gliceryna wiąże wodę, która podczas krzepnięcia w minusowej temperaturze może powodować jeszcze silniejsze pękanie. Jeśli chodzi o usta, to muszę przyznać, że w tym wypadku wazelina i wszelkie produkty na jej bazie sprawdzają się dobrze, bo tworzą taką zabezpieczającą warstewkę, będącą barierą chroniącą przed czynnikami zewnętrznymi. 

I am sure there are lucky ones whose lips don’t require so much care – I envy you ;) But I think that many of you experience some problems with chapped and cracked lips, at least from time to time. That’s why I encourage you to exfoliate your lips regularly, apply a generous coat of a lip balm at night and protect your lips against the cold when you go out, preferably with something greasy, not based on water or glycerin, as glycerin binds water, which may cause stronger cracking. When it comes to lips, I must admit that in this case vaseline and all vaseline-based products work very well, as they form a protective layer, protecting against external factors. 


Stosujecie peelingi do ust? Robicie je samodzielnie, czy korzystacie z „gotowców”? Jakie gotowe produkty możecie polecić? 

Do you use lip scrubs? Do you prepare them by yourselves, or do you use ready products? Which ones can you recommend?


Share this:

, , , , ,

CONVERSATION

5 komentarze:

  1. Peeling lubię robić sobie sama. a;e jak jest jakiś gotowy dobry, też nie pogardzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham miód w każdej postaci, a najbardziej w perfumach :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja najbardziej lubię ten z Sylveco. Świetnie złuszcza i nawilża :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedyś nie lubiłam miodu a teraz uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń

Zostaw swoje myśli, to dla mnie duża motywacja! Czytam wszystkie komentarze i odwiedzam moich czytelników, ale proszę, nie spamuj :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...